Fotoinspiracje cz. 2 Andrzej Dragan
„Andrzej Dragan (ur. 1978) – polski fotograf pochodzący z Konina, zdobywca wielu krajowych i międzynarodowych nagród, doktor fizyki (praca z optyki kwantowej), adiunkt na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Fotografuje od 2003 roku. Wypracował własną technikę cyfrowej obróbki fotograficznej, którą nazywa „retuszem światłem”. Obróbka ta polega na stosowaniu, oprócz prostej manipulacji kolorem i filtrowania tonalnego, kombinacji charakterystycznego oświetlenia modela oraz ręcznej edycji zdjęcia przy użyciu zestawu specjalnych pędzli, sztucznie korygujących oryginalne oświetlenie(…)Dragan znany jest z szokujących, prowokacyjnych i kontrowersyjnych sesji fotograficznych.”
Tyle na temat Andrzeja Dragana jest napisane na słynnym portalu wikipedia. Chcę jednak pokazać co mnie w jego twórczości inspiruje (a tego na „wiki” nie znajdziecie).
Po pierwsze to jego podejście do świata.
Zapraszam do obejrzenia świetnie zmontowanego dwuodcinkowego wywiadu zrealizowanego przez „Sztukę Ekranowania” ( TVP). Tutaj jest wszystko świetnie wyjaśnione.
Po drugie… strona internetowa z jego portfolio. Idealnie mroczna, w stu procentach współgra z jego zdjęciami.

Wycinek ze strony internetowej Andrzeja Dragana
Link do strony: http://andrzejdragan.com/
W październiku 2010 roku Andrzej Dragan był gościem VII Międzynarodowego Festiwalu Fotografii w Rybniku. Ucieszyłem się mając okazję uczestniczyć w jego autorskiej prezentacji prac. Niby nic takiego…przyjechał spóźniony, poopowiadał o swoich zdjęciach i tyle. Wielu osobom nie odpowiadała jego estetyka. Mnie jest ona bardzo bliska i za każdym razem kiedy oglądam jego prace czuję się tak dziwnie pobudzony do działania…fotograficznego oczywiście:)
Dodatkowo polecam najnowszy projekt Andrzeja pt.: „Hierarhy Lost” To tak jakby nieruchomi bohaterowie jego fotografii nagle ożyli. Jest to jego debiut reżyserski. Premiera odbędzie się zimą 2011.
http://www.facebook.com/HierarchyLost
Buddyjskie wesele Oktalii i Preemy
Oj nie jest to to samo co Fotografia Ślubna Śląsk
Po zachodniej stronie autostrady w Sanur wioska powoli budziła się do życia. Miejscowi sprzedawcy jedzenia, domokrążni szewcy i pomarszczeni staruszkowie, którzy chyba nigdy nie śpią, snuli się uliczkami przytwierdzeni do swoich nienaturalnie długich cieni. Słońce było jeszcze bardzo nisko. Niesamowita mieszanka kolorów, zapachów i dźwięków uświadamiała w jakim rytmie oddycha wszechświat. Na pewno dużo wolniej niż nam (coraz szybciej żyjącym Europejczykom) się wydaje. Ten sielankowy obraz miał jednak jedną małą niedoskonałość… coś mąciło jego spokój. Ryczący silnik naszego skutera pędzącego z zawrotną prędkością 70km/h okazał się być tą rysą na szkle. ZASPALIŚMY!!! Na nasze pierwsze w życiu buddyjskie wesele.
Oczywiście to nie tak, że po prostu zaspaliśmy. Zaczęło się od „pierogowej” imprezy w polskim gronie dzień wcześniej. Tak, zrobiliśmy ruskie z tofu zamiast twarogu! Prosto z imprezy pojechaliśmy do Preema (pan młody) na ceremonię obcinania włosów. Rozpoczęła się ona o północy i trwała dwie godziny.






Po ceremonii i wypiciu czterech butelek… herbaty jaśminowej pojechaliśmy do domu. Trzy godziny snu okazały się nie wystarczające.
No dosyć tego tłumaczenia się:) wróćmy do ceremonii.
Odrobinę spóźnieni wpadlismy do domu pana młodego. Przywitano nas butelką „jaśminowej” i śniadaniem. Kurczak w kilku smakach, ryż, owoce i mnóstwo gości którzy na nasz widok cieszyli się jak dzieci.
Pan młody – sympatyczny 19 latek w kowbojskich butach.

Po półtoragodzinnym śniadaniu wyruszyliśmy do domu panny młodej. Dom okazał się magazynowym zapleczem kawiarenki internetowej której główną atrakcja jest UWAGA!!!… dostęp do Facebooka. Tam odbyły się kolejne rytuały w których zaczynaliśmy się już gubić.









Młodzi po nałożeniu sobie obrączek ruszyli w drogę powrotną do domu rodziców pana młodego gdzie czekała na wszystkich kolejna porcja jedzenia i butelkowanej „jaśminowej”.



















Kolejnym etapem po obiedzie i ceremonii picia herbaty było błogosławieństwo odprawione przez kapłankę w oddalonej o 18 km świątyni buddyjskiej w Kucie.












Podsumowując:
Cała ceremonia ślubna począwszy od obcinania włosów panu młodemu poprzez ceremonię picia herbaty połączoną z wręczeniem skromnych upominków, zakładanie obrączek, błogosławieństwo, ofiary, wzajemne karmienie się makaronem, palenie sztucznych pieniędzy, rzucanie ryżu i monet w parasol aż po wizytę w świątyni była bardzo skomplikowana. Obu rodzinom podczas wesela Oktalii i Preemy towarzyszył przewodnik (wysłannik świątyni) obeznany we wszystkich procedurach. Było bardzo kolorowo, zapachy powalały, a czasami wręcz drapały w gardło, a życzliwość zebranych przywodziła na myśl dobre polskie wesele.
Ps: Butelkowana herbata jaśminowa

Fotoinspiracje cz. 1 Robert Korybut-Daszkiewicz
Fotografia ślubna, dokumentalna, prasowa czy kreacyjna wymagają od twórcy nie małej kreatywności. W czasach ogólnodostępnego sprzętu do robienia zdjęć gdzie fotografem może zostać każdy trudno doszukać się prawdziwych perełek.
Inspiracje fotograficzne to nowy cykl wpisów publikowanych na łamach mojego bloga. Chciałbym tutaj przedstawiać fotografów których zdjęcia w jakiś sposób wpłynęły na moją w cudzysłowiu „karierę” fotograficzną lub które po prostu warte są rozgłosu.
Jako pierwszego fotografa w cyklu przedstawiam założyciela strony internetowej www.okamgnienie.pl o ksywce „Kamash” którego prawdziwe imię i nazwisko brzmi Robert Korybut – Daszkiewicz. Dlaczego w pierwszym wpisie padło właśnie na niego? Pamiętam zakup mojego pierwszego poważnego aparatu fotograficznego. Był to Olympus SP 500 UZ . Nie myślałem wtedy jeszcze o fotografowaniu ślubów czy fotografii rodzinnej. Przeglądając strony internetowe w poszukiwaniu informacji jak można wykorzystać tę kreatywną cyfrówkę natrafiłem na zdjęcia ślubne Kamasha.
Prawie spadłem z krzesła widząc jego portfolio. Niesamowite wyczucie kadru, subtelna obróbka cyfrowa, cudowne pastelowe kolory, kreatywność i piękno w każdym calu. Wydawało mi się to takie…… nie polskie. Znałem zdjęcia ślubne z witryn ( wystaw sklepowych??) rybnickich fotografów ślubnych ale nijak nie odpowiadały one temu co zobaczyłem w portfolio Kamasha. Ten impuls dał początek dalszym poszukiwaniom i szkoleniu się na własna rękę metodą prób i błędów. Warto było:) Od tamtego czasu odwiedzam jego stronę i bloga co jakiś czas i za każdym razem nie mogę oderwać oczu od jego zdjęć.
Wprawdzie jego blog przechodzi ostatnio klęskę urodzaju to z bardzo dobrego źródła wiem że obiecał sobie „powrót do rzetelnego publikowania”.
Zachęcam do zapoznania się z jego portfolio:
www.okamgnienie.pl
oraz do zaglądania na jego bloga:
www.okamgnienie.pl/blog
Backstage z planu zdjęciowego filmu kręconego dla pewnej pani A
Pomysłów mieliśmy milion a czasu nie wiele. Padło na pobliskie „Stawki” – to właśnie tam kręciliśmy kilka scen do filmiku.
Wyszło nie źle. Mini zajawka pod spodem:) Więcej o wyprawie dowiecie się z bloga lub ze strony: Fotografia Ślubna Śląsk


