Filipiny part 2 Manila
Kiedy w 1521 roku Ferdynand Magellan przybył do wybrzeży Filipin mógł śmiało nazwać się odkrywcą. 490 lat później wylądowaliśmy na Filipinach my. Niestety niczego nie odkryliśmy, spóźniliśmy się. Odnoszę wrażenie że nasza planeta zaczyna powoli wchodzić w stan deficytu miejsc nie odkrytych. Tłumy turystów, reklamy międzynarodowych korporacji oraz inne „dobra uniwersalne” są po prostu wszędzie.
Filipiny part 1
To był bardzo ciężki powrót do rzeczywistości. Nasze smutne miny w dzień wyjazdu z Filipin rozśmieszały tych którzy wiedzieli dokąd wracamy. Przecież Bali to cudowne miejsce, wiecznie zielone, to miejsce w Azji najchętniej wybierane przez turystów itd. Mieli rację! Z tym że do rzeczywistości Balijskiej już dawno się przyzwyczailiśmy.
Filipiny to jednak inna bajka…
Przykład? Proszę bardzo:
Jako ” turyści ” przebywający na terenie Azji jesteśmy tak samo egzotyczni dla miejscowej ludności jak ona dla nas. Pytanie na które najczęściej odpowiadamy nie licząc balijskiego ” dokąd idziesz? ” zamiast ” co słychać? ” to ” skąd pochodzisz? ” Odpowiedź wywołuje jednak skrajne reakcje w obu krajach.
Balijczyk mówi: ” Aaaa z Polski! ” Jego twarz pokazuje jednak że nie ma pojęcia o czym mówię i szybko zmienia temat.
A co na to Filipińczyk? : ” Wow! Pochodzisz z kraju gdzie urodził się papież Jan Paweł II i Urszula Dudziak. „… a jego twarz pokazuje szczerą radość ze spotkania mnie w jego kraju.
Zdziwieni?? Ja byłem bardzo! W końcu filipiny są krajem katolickim, więc reakcja na papieża naturalna, ale Urszula Dudziak?
Zainteresowanych odsyłam do wikipedii. Tam znalazłem odpowiedź:)
Wróćmy do tematu wpisu. Postanowiłem że będzie on krótką refleksją na temat ostatnich kilku tygodni i zapowiedzą kolejnych wpisów na blogu.
Dwa dni przed wyjazdem na Filipiny fotografowałem ceremonię błogosławieństwa pewnej pary z Kanady. Mimo wyjazdowego nastroju zdjęcia bardzo mnie zadowoliły. Fotorelacja niebawem! Poniżej coś na zachętę:

Zadowolony z sesji zdjęciowej wsiadłem z Agą do samolotu w Denpasar i po przesiadce w Dżakarcie znaleźliśmy się w Manili która zafundowała nam sceny jak z dobrego filmu akcji. Bo jak inaczej nazwać oszukiwanie w urzędzie imigracyjnym, zmianę ubrań kupionych ” na szybko ” żeby dostać się do rządowego budynku, posługiwanie się podrobionymi biletami lotniczymi, sterroryzowanie taksówkarza, pyszną kolację i wieczornego drinka przy hotelowym basenie w towarzystwie pięknej młodej kobiety o tajemniczym imieniu Agnieszka. Przez chwilę czułem się jak 007:) Relacja z Manili niebawem na blogu.
Dalej nadal było jak w filmie. Opuszczając Manilę byłem z kolei Indiana Jonsem. Malutkim busikiem dojechałem do miasta Batangas gdzie wsiadłem na prom płynący na wyspę Mindoro. Tam przedarłem się przez prawdziwe bezdroża, wioski totalnie odcięte od świata i malownicze góry których mieszkańcy nie wiedzą nawet co to plastikowa butelka (pozazdrościć!), by w końcu dotrzeć do Sablayan. Tutaj słowo cywilizacja nabiera zupełnie innego znaczenia. Trzy kilometry do celu podróży. Opuszczając port w Sablayan stałem na czubku małej łódeczki i jedna myśl nie dawała mi spokoju: ta tajemnicza kobieta z kolacji w Manili. Ciagle była gdzieś obok. Czy ona mnie śledzi? Czy pracuje dla konkurencji? NIE!!! Ona jest tutaj by spędzić ze mną najbardziej wyjątkowe święta w życiu. O czym przekonacie się nie długo z kolejnych wpisów na moim i jej blogu.
O zachodzie słońca dotarliśmy na Pandan Island gdzie barman przywitał nas upragnionym zimnym piwem. Tak oto dotarliśmy do miejsca gdzie nie ma słodkiej wody i prądu a internet jest naprawdę rarytasem. Jest za to przepiękne gwieździste niebo, nurkowanie z żółwiami na jednej z najpiękniejszych raf koralowych na świecie ( zrobiłem kurs nurkowania:) i spokój którego tak bardzo mi brakowało. A o tym też wkrótce.
Ta trzy tygodniowa abstynencja internetowa spowodowała że muszę przeczytać najpierw kilkadziesiąt maili, nadrobić zaległości ze świata fotografii i przygotować zdjęcia do kolejnych wpisów na bloga.
Poniżej mała foto – zajawka:

Manila przed zachodem słońca

Pandan Island
